W ostatnich tygodniach w Krakowie rozgorzała dyskusja wokół wiadomości e-mail, która trafiła do dyrektorów szkół – wysłana przez biuro Ewelina Pytel (pełnomocniczka ds. polityki równościowej), a dotycząca udziału placówek w wydarzeniu pod nazwą „Tęczowy Piątek”. To skromne z pozoru pismo stało się punktem zapalnym pytań o to, czy administracja miasta wykorzystywała formalne służbowe kanały komunikacji do działań o charakterze politycznym lub ideologicznym.
Radny Michał Drewnicki domagał się na ostatniej sesji rady miejskiej jasnej odpowiedzi od prezydenta miasta, czy wiadomość była jedynie informacją, czy też de facto formalnym poleceniem dla dyrektorów. – „Proszę potwierdzić, że mail wysłany z wydziału edukacji nie był oficjalną dyspozycją wobec szkół” – powiedział Drewnicki. Wyraźnie podkreślił: „Kierowanie e-mali z biura pełnomocnika ds. równości do wszystkich szkół może wyglądać jak agitacja, jeśli nie ma jednoznacznej deklaracji, że udział jest dobrowolny”.
Odpowiedź Eweliny Pytel była krótka: „Wysłana wiadomość miała charakter informacyjny i nie stanowiła zobowiązania ani polecenia. Szkoły decydują samodzielnie o udziale”. Jednak radni uznali tę deklarację za niewystarczającą, z uwagi na wagę formalnej korespondencji i fakt, że nadawcą była komórka miejskiego urzędu. Jak zwracał uwagę Drewnicki: „Jeśli adresat widzi wiadomość przychodzącą z magistratu, automatycznie traktuje ją jako ważną. Różnica między „możesz” a „musisz” w tej sytuacji jest trudna do uchwycenia”.
Kontrowersja dotyczy także kwestii pojedynczego wydarzenia – „Tęczowego Piątku” – oraz tego, czy szkoły zostały właściwie poinformowane, że jest to inicjatywa ogólnomiejska, czy jedynie propozycja. Według dyrektorów placówek, którzy zwracali się z zapytaniem do urzędu, wiadomość nie zawierała klauzuli mówiącej o dobrowolności, ani też nie została poprzedzona konsultacją z radą rodziców czy samorządem uczniowskim. „Otrzymaliśmy maila z nagłówkiem „Do dyrektorów”, z prośbą o „rozważenie udziału” w wydarzeniu” – relacjonuje jedna z dyrektorek. To wywołało pytanie: czy szkoły były właściwie przygotowane na to, by wyraźnie rozróżnić między sugestią a poleceniem?
W tle tej sprawy pojawiają się większe pytania o rolę miejskich urzędów i granice ich interwencji. Radny Drewnicki podkreślał: „Urząd miasta ma prawo i obowiązek informować, ale nie ma prawa – bez jasnej podstawy prawnej lub decyzji rady – prowadzić kampanii w placówkach oświatowych. Musimy zadbać o neutralność szkół i wyraźny podział między zadaniami publicznymi a ideologicznymi”.
Ewelina Pytel z kolei odniosła się do swoich zadań jako pełnomocniczki ds. równości: podkreśliła, że jednym z celów jej biura jest „promowanie równego traktowania i uczestnictwa wszystkich uczniów w życiu szkolnym”, i że mail był właśnie elementem takiej strategii. Jednocześnie zaznaczyła, że „inicjatywa była otwarta i dobrowolna” oraz że „żadna szkoła nie została zobowiązana do udziału”.
Choć sprawa ma element ideologiczny, to kluczowa pozostaje kwestia procedury i przejrzystości. Radni opozycji zapowiedzieli, że zwrócą się o dostęp do korespondencji urzędowej związanej z tą akcją, chcąc sprawdzić, kiedy i w jaki sposób decyzja o wysłaniu maila zapadła, czy była konsultowana, oraz jaki był rzeczywisty zakres jego rozesłania. Jak mówił Drewnicki: „Nie chodzi o odbieranie prawa do działań równościowych – chodzi o to, by były prowadzone w sposób transparentny i z zachowaniem neutralności szkół”.
Warto zwrócić uwagę, że szkoły są instytucjami publicznymi o wysokim stopniu zaufania społecznego – i każda interwencja z zewnątrz, nawet o charakterze edukacyjnym lub promocyjnym, musi być prowadzona z pełną świadomością konsekwencji. W tym przypadku część dyrektorów i rodziców zwraca uwagę na to, że forma komunikacji mogła wywołać poczucie, iż udział jest obowiązkowy, co z kolei ogranicza autonomię placówek i rodzi pytania o granice wpływu miasta na edukację.
Sprawa maila od pełnomocniczki ds. równości staje się więc nie tylko lokalnym incydentem, ale przykładem szerszego problemu: jak miasta prowadzą działania promocyjne lub edukacyjne w szkołach i czy robią to w sposób właściwie przejrzysty. W Krakowie, gdzie debata o edukacji, pluralizmie i roli administracji jest gorąca, ten przypadek może przypomnieć, że każda korespondencja urzędu nie jest tylko „informatorem” – ale może być postrzegana jako element wpływu.
Na razie nie zapadły decyzje o formalnej kontroli, ale radni podkreślają, że będą monitorować, czy miasto wyciągnie wnioski i czy przyszłe komunikaty będą zawierały klauzulę „udział dobrowolny” oraz jasne wskazanie, że szkoła zachowuje pełną autonomię decyzji. Bo w edukacji ma znaczenie nie tylko treść, ale także sposób, w jaki jest przekazywana.
