W sercu dzielnicy Półwsie Zwierzynieckie, na skraju ulic ulica Kościuszki i ulica Zwierzyniecka, rozgorzał spór pomiędzy mieszkańcami a miejską spółką i biurem projektowym – spór o to, czy teren „zazielenionego parkingu” jest zielenią dla wszystkich, czy miejscem postojowym dla wybranych. W grę wchodzi nie tylko sama inwestycja, ale – jak mówią członkowie społeczności lokalnej – sposób podejmowania decyzji i respektowania ustaleń planu miejscowego.

Sprawa zaczęła się od modernizacji działki, która miała zostać skwerem miejskim – miejscem wypoczynku, zieleni i rekreacji. Jednak ostatecznie powstał tam parking: według aktywistów miejski skwerek został zajęty przez miejsca postojowe. Jak mówi Krzysztof Kwarciak, przewodniczący Stowarzyszenia „Ulepszamy Kraków”:

„Miejskie wodociągi powiększyły parking dla urzędników, zabudowując jeden z ostatnich skwerów przy ulicy Kościuszki… przedmiotowe prace skończyły się niedawno, a nowy plac może pomieścić kilkadziesiąt samochodów”.

Plan miejscowy dla Półwsia Zwierzynieckiego, który był w trakcie opracowania, zakładał bowiem w tym rejonie teren zieleni urządzonej – czyli funkcję publicznie dostępną, bez miejsc postojowych. Mieszkańcy wskazywali, że działka została wcześniej poddzierżawiona, po czym wykonano prace uporządkowujące, a następnie założono kratownicę typu geokraty, na której posiano trawę – co miało dawać efekt zielonego parkingu, ale krytycy mówią, że pod tą konstrukcją znajduje się betonowy podkład ograniczający wsiąkanie wody i zagrażający starym drzewom w okolicy.

„Oficjalnie jest mowa o ‘zielonym’ parkingu, bo jego powierzchnie pokrywa kratownica wypełniona ziemią. Pod spodem znajduje się jednak wylewka betonowa, która może mieć fatalne konsekwencje dla korzeni rozłożystych drzew” – wskazuje Kwarciak.

Spółka będąca dzierżawcą terenu, podkreślała, że działka była zaniedbana, zarośnięta i wcześniej niewykorzystywana, a inwestycja miała uporządkować teren i umożliwić dostęp klientom spółki. Jak tłumaczyła, miejsca postojowe są przeznaczone dla pracowników działu projektów oraz dla osób załatwiających formalności wodno-kanalizacyjne. W jej komunikacie pojawiło się zdanie: „teren wokół budynku został zagospodarowany pod miejsca postojowe przeznaczone dla samochodów pracowników spółki, jak również dla klientów”.

Mieszkańcy jednak wskazują, że inwestycja narusza przyjęte zapisy planu miejscowego oraz odbiera im przestrzeń, która miała być wspólna. Zdaniem lokalnych aktywistów, na tablicy wjazdowej pojawił się nawet znak „teren prywatny”. Sytuacja eskaluje, bo pojawia się pytanie nie tylko o funkcję terenu, ale także o proces – wydawało się bowiem, że społeczność będzie konsultowana, tymczasem prowadzony proces planistyczny w tym obszarze był przedmiotem krytyki za brak transparentności.

„Inwestycja musi być mierzona nie tylko w liczbach miejsc parkingowych, ale w tym co pozostawia dla mieszkańców” – mówi jeden z członków rady dzielnicy.

Z jednej strony mamy więc fakt: wybudowany teren, kilkadziesiąt miejsc postojowych („na rozbudowanym placu zmieści się aż kilkadziesiąt samochodów” – według aktywistów). Z drugiej: obietnicę zieleni miejskiej i funkcji publicznej, która – zdaniem mieszkańców – została wycofana z projektu lub zmieniona „na ostatnią chwilę”. Procedura planistyczna częściowo objęła wyłożenie projektu planu miejscowego, zbieranie uwag (ponad 1 300 uwag w jednym etapie), ale mieszkańcy twierdzą, że ich głos nie został skutecznie uwzględniony.

Spór dotyczy także zaufania – do instytucji miejskich, do spółek komunalnych, do sposobu wydawania decyzji. Dla mieszkańców Półwsia Zwierzynieckiego sprawa jest bardziej niż szarym parkingiem: to kwestia, kto decyduje o przestrzeni wspólnej, jak traktowany jest teren „dla wszystkich”, i jakie są granice działania spółek miejskich w dzielnicy.

Z kolei władze miasta i spółki wskazują, że inwestycja zrealizowała oczekiwane formalnie funkcje i została przeprowadzona zgodnie z obowiązującymi procedurami. Ale pojawia się pytanie: czy zgodność formalna wystarcza, gdy oczekiwania mieszkańców były inne? Krytycy stwierdzają, że „zgodność z prawem nie znaczy, że jest rozsądna” – w słowach jednego z radnych dzielnicy.

Sprawa remontu i przystosowania terenu przy ul. Kościuszki stanowi konkretny przykład tylu dziś w Krakowie: zielone deklaracje, plan miejscowy, teren publiczny – i finalny efekt, który dla części mieszkańców wygląda na „parking zamiast skweru”. W tle pojawiają się pytania o priorytety, procesy konsultacyjne i powagę ustaleń planistycznych.

Na razie sytuację obserwują mieszkańcy, aktywiści i radni dzielnicy – z nadzieją, że temat nie zostanie zamieciony pod dywan, ale doprowadzi do rzetelnej refleksji nad tym, co znaczy przestrzeń wspólna w Krakowie i ile miejsca w niej mają sami mieszkańcy.